Strona Glówna
F.A.Q. Historia placówki
Regulamin
Rada Administracyjna
Personel Ambasady
Flota IKEF
Umowy
Spotkania
Dołącz do nas!
IKC Bortas
Strony o ST
Inne
Dodaj Link
Forum
Listy Dyskusyjne
Wyniki Ankiet
E-Mail


V Spotkanie zalogi IKC Bortas 31.08.01


Sprawozdanie Kapitana


Od lewej - Maro, Kvor i chatI w Klingon Forces Club      Tym razem dla odmiany sprawozdanie pisze kapitan. Dzien zaczal sie spokojnie... Nie bylo nic do roboty, wiec zaczalem pakowac sprzet na spotkanie. Nagle z tych czynnosci wyrwala mnie transmisja na ekran w mojej kajucie. Byl to Maro, nasz nowy gosc na pokladzie starajcy sie o posade w oddziale Marines przydzielonym na poklad. Po ustaleniu wszystkich szczegolow przekazaniu dokladnych koordynatow Quort i Maro nad zadziwiajaco interesujacym podrecznikiem strategii wojennych spotkania, zakonczylem rozmowe i dokonczylem pakowanie materialow wywiadowczych na spotkanie.Po paru minutach bylem juz w transporterze i po kilku chwilach bylem juz na umowionym miejscu. Czekali juz na miejscu Vashar, Kvor, yIntar, Quort... i brat Kvor'a ktory nie wiadomo skad sie wzial... nie wazne ;) W kazdym badz razie usiedlismy z boku i czekajac na pozostale 2 osoby zaczelismy rozmawiac o treku i bawic sie gwozdziami (dla niewtajemniczonch, to taka klingonska zabawka). Po kilku minutach przybyl Maro... niestety na tym sie skonczylo... ku naszemu ogromnemu zdziwieniu gosc z Lodzi nie przybyl... do tego nie odpowiadal na wywolania klingonskim komunikatorem typu GSM Mo'toro'la.

     O 15.35 (spotkanie zaczelo sie o 15.00), udalismy sie w kierunku Klingon Forces Club (w skrocie KFC). Bez zadnych problemow Kvor wraz z bratem zahipnotyzowani legndarnymi gwozdziami... dotarlismy do celu, wdrapalismy sie na pietro (nasz tradycyjny punkt) i zaczeslimy przegladac nasze zasoby, Oddawac sobie i pozyczac plytki... robic zdjecia itp. W miedzy czasie zglodnielismy... niestety nie bylo mowy o polowaniu na cokolwiek, wiec musielismy sie zadowolic tym co serwowano na miejscu... czyli kurczakiem... Cale szczescie klingonscy kucharze byli w stanie odpowiednio przyrzadzic tego ptaka, tak ze na klingonskie podniebienie byl wystarzajaco ostry... W przeciwienstwie do duzej ilosci mdlych federacyjnych potraw. Po paru godzinach opuscil nas Kvor z bratem, a my czekalismy dalej na Gorath'a, ktory umowil sie z nami na miejscu... I czekalismy... i czekalismy... ...i druga juz osoba, ktora miala przyjsc, zaginela w nie znanych okolicznosciach. Opuscilismy KFC i udalismy sie do punktu zaopatrzeniowego E'mpik brakowalo nam jakis podzespolow CCG, czy jakos tak to sie nazywalo. Na miejscu okazalo sie, ze punktem technicznym stacji od jakiegos czasu rzadza yIntar wraz z kolekcja 'kartonikow' ;>. ferengi i chca, zeby im zaplacic za zaopatrzenie naszej grupy! Oburzeni opuscilismy ten poziom i udalismy sie na wyzszy w calu zaspokojenia swoich wysoce cywilizowanych duszy, a mianowicie na pietro z muzyka. Po spedzeniu tam kolo pol godziny niestety jedyna osoba ktora wyszla z lupami z tego miejsca bylam ja. Miejscem tym tez rzadzili ferengi, ale jakos dziwnie chcieli mniej latinum, a ja nie moglem sie opszec plytce Clan of Xymox na ktora z dawna mialem ochote. Nastepnie udalismy sie do miejscowej zbrojowni... napotykajac po dordze dosc niespotykany widok... powinno byc gdzies na zdjeciu, wiec juz nie bede tego komentowac ;) Po dotarciu na miejsce okazalo sie, ze zbojownia jest zamknieta, a ze bylo pozno zakonczylismy spotkanie... bodajze punkt 19.00.

     Wpis dodatkowy, czesc zalogi wracajaca bezemnie zatrzymala lokalna straz, motywujac to, ze przechodza na zlym swietle? Nie wiem o co im chodzilo... i co maja swiatla do drogi grupy klingonow... w kazdym razie po uzyciu klingonkso-volkanskiej dyplomacji straznicy dali sobie spokoj.